sobota, 23 lipca 2016

Usmażeni w Warszawie, znaczy konfitury były…

Chwała!
W tym roku udało się upiec dwie pieczenie, więc była i Confitura i szarlotka. O szarlotce będzie w osobnym wpisie, wszak statsy trzeba sobie nabić za rok, więc ten poświęcę Confiturze.
Odbyła się ona 2 lipca (czyli zebranie się trochę mi zajęło) i w tym roku powróciła z Uniwersytetu do centrum konferencyjnym na ul. Bobrowieckiej. Z wszelkimi tego plusami (więcej miejsca na korytarzach i holach) i minusami (brak klimatyzacji).
Dzięki PKP był czas na kontemplację harmonii Przyrody z Cywilizacją o brzasku poranka…

Z trzydziestu pięciu prezentacji (ciekawostka, wśród których nie było żadnej której dałem +1 w VFP) postanowiłem sobie posłuchać:


  1. Marty Smektały o projekcie z punktu widzenia UX designera — zawsze to wartość dodana poznać coś o pracy o której na co dzień „się nie myśli”. Niestety, problemy techniczne (nie z winy prezenterki) wybiły chyba prowadzącą z równowagi i trema trochę zjadła. Choć nie porwało czas stracony nie był.
  2. Joanny Karczewskiej o tym jak dotrwać do emerytury. Było sympatycznie, wesoło, ale trochę nadal nie wiem jak to zrobić ;) Za to cieszy, że informatycy 60+ to nie tylko COBOL i FORTRAN ;)
  3. Dominika Przybysza o Spocku. Wiecie, Star Trek, Groovy... Czego chcieć więcej? (Czego? Braku JUnit :P). Fajnie, ale nie mnie nie przekonało nadal. Za to koszulka Brain Change prima sort.
  4. A w tej sesji nic mnie nie zachęciło, więc spędziłem ją na zapoznaniu się na stanowiskamch sponsorów o ich działalności i ofercie. Co ciekawe wielu ze zdziwieniem zauważyło fakt przybycia gości ze Szczecina. Aczkolwiek Pani z Isolution zadała mi dość ciekawe pytanie, z którego, odpukać, może coś się wykluje prezentacyjnego...
  5. Sławomira Sobótkę. Wszystko w temacie. Nie wiem czy jest temat którego nie potrafił by przedstawić intrygująco i wartościowo.
  6. Duetu Piotr Medyński i Artur Żórawski z przepisem na szczęśliwego pracownika. Hmmm… Chyba nie czuję tego.
  7. Bartka Zdanowskiego o samodewelopmencie. Moim zdaniem druga, po Sławku Sobótce, prezentacja dnia. Bardzo sympatyczna robota, idealna na zakończenie maratonu.
A na spoinie? Cóż, widoki...
…ale kanapeczki i tort też niczegowate!




niedziela, 15 maja 2016

Oktarynowe świeczki na zasłużonym torcie, czyli ósma edycja DevCrowd

Chwała!
Skoro się narzuciło takie tempo postów, to wypadałoby je trzymać. Tak więc przyszedł czas nieubłaganie na kolejny wpis. Tym razem, szokująco nieprzewidywalnie, będzie o tegorocznej edycji Konferencji DevCrowd.
Konferencja tradycyjnie odbyła się w salach Wydziału Informatyki Politechniki Szczecińskiej, tradycyjnie rozpoczęła się od krótkich słów przywitanie od Organizatorów, oraz dziekana wydziału, prof. Wilińskiego. Dodatkiem do tradycji była obecność w gronie witających, Szefa platynowego sponsora edycji, którym była zgadnijcie-jaka-Firma ;)
W pierwszej sesji wybrałem prezentację Bartka Kuszaka o testach obciążeniowych. Zostało przedstawione trochę teorii dotyczącej tego rodzaju testów, a w części „praktycznej” narzędzie LoadRunner. Nie było źle, nie było porywająco. Jeśli chodzi o warsztat, brakowało mi płynności, przez co umykało mi czasem zainteresowanie (pytanie czy to problem mój czy prezentera... ;)) W każdym razie nie najgorsze rozpoczęcie.
Następnie wysłuchałem Piotra Tobolskiego o języku Swift, ale właściwie nie wiem po co… W teorii miałobyć „okiem programisty javy” a było przedstawienie języka programowania nie bardzo połączone z tym okiem. Jakoś tak nie podpasowało.
Trzecia sesja, to wykład Tomasza Kalkosińskiego o testowaniu prawdziwego systemu. Trochę znów mylący tytuł, ale prezentacja bardzo mi się podobała. Autor przedstawił jak podejść do budowania testów programistycznych, jak tworzyć stos narzędzi, jak się tym bawić i uczyć. Do tego fajnie warsztatowo. Brawo!
Na ostatnie danie przed obiadem z dwóch podobnych tematów nad Koziołka postawiłem dla mnie nieznanego Grzegorza Piwowarka i jego prelekcję o Jawie VIII. Obok poprzednika, to moje „odkrycie” tegorocznej edycji. Warsztatowo i treściowo właściwie jedyne co mogę się przyczepić to lekki nadmiar anglicyzmów. Tak poza tym był polot, był rytm, była wiedza, był plan co się chce przekazać. Brawo!
Po obiedzie zaś udałem się na prelekcję „konkurencji” czyli wykładzik Huberta Pietruszewskiego. I szczerze mówiąc, o ile ja wyniosłem całkiem sporo poglądu jak wygląda koncepcja konkurencji, to dla postronnego obserwatora chyba mogło być ciut za dużo o ubezpieczeniach, a za mało o technice (technologii).
Przedostatnia sesja to Dominik Przybył o Javie 9. Ponieważ trochę wypadłem ze śledzenia co ma być, to na pewno plus taki, że mogłem się zaktualizować. Aczkolwiek nie porwało mnie, z notatek wychodzi, że głównie przez warsztat prezenterski. Ale Dominik musi wybaczyć, bo jakoś szczegółów nie pamiętam już. W każdym razie nie było źle, bo dałem 4 w ankiecie.
Na Finał zostawiłem sobie już temat lżejszy, bo już jednak z koncentracją powoli było nie najlepiej, i postanowiłem posłuchać o błędach w staraniach o nową pracę. Było tak jak na takich prezentacjach być powinno. Lekko, zabawnie i bez zmuszania do przesadnego myślenia ;) Aczkolwiek warto było sobie z tematu co nieco zapamiętać, tak na wszelki wypadek.
Podsumowując, DevCrowd trzyma poziom i nie zawodzi. Nic tylko czekać z niecierpliwością na rozpoczęcie kolejnej oktawy sukcesów!


wtorek, 7 lipca 2015

W tym roku zamiast konfitur, szarlotka.

Chwała!
Jak już pisałem we wcześniejszym poście w tym roku plan corocznego wyjazdu an warszawską Confiturę szybko uległ dezintegracji. Dlaczego? Ano dlatego, że w tym roku termin skolidował z dziewiąta edycją Festiwalu Legend Rocka.
 - We wcześniejszych latach nie przeszkadzało? - Zapyta Ktoś.
 - No nie, bo pierwszy raz byłem na tym festiwalu. - Odpowiem zgodnie z prawdą.
 - Pierwszy? To nagle tak?
 - Tak. Ale wcześniej nie przyjeżdżali Franek, Billy i Dusty. 
 - Oni?! To trzeba było zabrać mnie ze sobą!
Dokładnie tak. Priorytety. Confitura, niezależnie od swojego wysokie poziomu po prostu musiała w tym starciu przegrać. Jeżeli przyjeżdżają Żywe Legendy, jeden z najlepszych zespołów w historii rock'n'rolla (a w jego rytmie wszak me serce bije i bić będzie po kres), Idole od czasów dzieciństwa. Dwoma słowy - ZZ Top. Jedyne trzy godzinki drogi od domu. Nie można było przegapić.
Na przystawkę został podany norweski zespół Kelvin. Całkiem przyjemny pop-rock czy jak tam się ten gatunek nazywa. W każdym razie zagrali ostrzej i bardziej energetycznie niż na jedynym klipie jaki mi się udało znaleźć. Tak więc zobaczymy co z nich wyrośnie.

Natomiast co do Gwiazd. Cóż. Panowie w wieku emerytalnym, wyszli i od pierwszego uderzenia w struny poleciała taka masa energii, że niejeden młodzieniec może tylko pozazdrościć. Godzina dwadzieścia czystego rock'n'rolla. Panowie pokazali swoją maestrię grając znane i lubiane hity z przekroju całego okresu działalności. Znalazły się i nowe I Gotsta Get Paid czy Chartreuse, jak i starsze Gimme All Your Lovin', Tush, Legs, La Grange... Zresztą cała setlista do zobaczenia tutaj. Były miłe akcenty ze strony Billego, jak „Dobry Wieczór”, „Dobrze się bawicie?” czy napis Piwo zamiast Beer na gitarze (no i My Head Is In Polski w refrenie :)). Jakieś minusy? Jedynie to, że za krótko! Za dodanie do zestawu Rough Boy czy Viva Las Vegas myślę, że nikt by się nie obraził.

środa, 1 lipca 2015

Pół roku wakacji, czyli od czasu do czasu coś wypada skrobnąć...

Chwała!
Aż sam nie wiem, którą z piosenek Organka na początku tego wpisu zacytować... O Matko! azali Głupi Ja... Tyle czasu minęło od ostatniego, miałem niby postanowienie, że się wezmę, a tu wyszło, że autor typu D.U.P.A (że tak nawiążę do innego utworu z czasów najnowszych). Cóż, skoro już się zabrałem, to w ramach leczenia sumienia, szybkie podsumowanie tego co się wydarzyło w ostatnim półroczu:
  • Odbyła się kolejna edycja DevCrowd. Jak zwykle warto było, dobry poziom prezentacji, bardzo dobry organizacji, genialny uczestników ;) Na wyróżnienie in plus chciałbym wskazać prezentację „Internet Of Thing - czas rozpocząć przygotowania” Pawła Spychalskiego. Bardzo przyjemnie poprowadzone hipotetyzowanie i wróżenie z fusów jak rozwinie się temat, który wydaje się mieć podstawy być czymś całkiem znaczącym w bliższej lub dalszej perspektywie. Na minus natomiast Robert Pankowecki i jego „dlaDeveloperów odDeveloperów - jak sprzedawać wiedzę programistom”. Nie wiem czy nie najgorsza prezentacja na jakiej byłem kiedykolwiek. A co najgorsze? Język. Nie można było się skupić na ewentualnej treści jaką prezenter miał do przekazania, gdyż nie szło zidentyfikować języka w jakim była ona prowadzona. Ja rozumiem, że w naszej branży niestety anglicyzmy dość agresywnie się w nasz język codzienny wbijają, ale są chyba jakieś granice przyzwoitości i szacunku dla publiczności. Skoro kulejemy w języku ojczystym i mamy go w głębokim poważaniu, to może szczerzej będzie się zdecydować na ukochany i jedynie słuszny angielski? Swoją drogą lingua franca nie na darmo ma francę w nazwie... A-ha... Specjalnie dla prelegenta, co oznacza w polskim wyraz audiencja: „oficjalne posłuchanie udzielone komuś przez osobę na wysokim stanowisku”. Zdziwko niezłe, nie?
  • Wystartowała nowa inicjatywa społecznościowa - Papryqarz. Czyli taki Spin 2.0, o ile ktoś jeszcze pamięta tamte inicjatywy. Rozpoczęło się nieźle, frekwencja dopisała. Ciekawe jak wytrzyma próbę czasu. Na razie zapowiada się kolejne spotkanie, tak więc pożyjemy, zobaczymy jak i w co się to rozwinie.
  • Odbyło się też kolejne spotkanie naszej jugi. Tym razem w formie tzw. unconference czyli luźnych pogadanek w wianuszkach zainteresowanych osób, na wybrane tematy. Było dość ciekawie, ciasteczka, herbatka. Nowe miejsce w klimatyzowanych pomieszczeniach Technoparku. Trochę nie dopisała frekwencja, ale nowe twarze się pojawiły, więc jest szansa, że coś drgnie nam do przodu.
  • Miała miejsce też rejestracja na tegoroczną Confiturę, która już w tą sobotę. Rejestracja w nowej formie, bilety się rozeszły, cegiełki wyprzedane. Ciekawym jak nowa formuła wpłynie na frekwencję (procentowo - rzeczywistych uczestników do zarejestrowanych) i zainteresowanie uczestników pełnią sesji. No i znów nasz człowiek będzie się prezentował. Liczę na powtórkę dla Jugi!  Ja w tym roku brać udziału nie będę, nawet nie próbowałem rejestrować się. Dlaczego? Bo szorstki ze mnie chłopiec...
  • Byłem w kinie. Na nowym Mad Maxie. Jako kolejna część? Nie urywa, choć poziom trzyma. Jako film „przygodowy”? Całkiem fajnie, jazda bez trzymanki, momentami odjazd przerysowań ale trzymający się pewnej konwencji i nie skaczący przez rekina. W każdym razie nie żałuję, bawiłem się dobrze. I tylko zachodzę w głowę co to za marka, że po trzydziestu latach na pustyni opony w stanie nówka igła ;) Ale to tylko takie moje sapanie... ;)
I to było by na tyle.

sobota, 31 stycznia 2015

JRebel, ADF i nieprzeładowane strony.

Chwała!
Po długiej, chyb nawet zbyt, przerwie czas wysilić swoje pozostałe szare komórki, póki fałdy na korze jakieś zostały. Okazja się akurat trafiła sama, bo w ramach obowiązków zawodowych mam okazję sprawdzić w boju produkt firmy ZeroTurnaround - JRebel.
Właśnie w trakcie tego sprawdzania napotkałem na początkowo dość zagadkowy problem, który poniżej postaram się naświetlić. Otóż, mam ci ja aplikację zewnętrzną, podbudowę czy też rdzeń systemu, w technologii Oracle ADF. Natomiast sam dopisuję do niej moduły biblioteki rozszerzeń dostosowującej tenże rdzeń do zachcianek i zapotrzebowań klienta. No więc dopisuję sobie nowy tzw. fragment strony, wszystko ładnie mi JRebel przeładowuje, jest fajnie. Biorę się za następny i... i nic, tak jakby JRebel zmian nie widział. Co ciekawe, przepływ odświeża, ziarna też, tylko sama strona jak wyglądała tak wygląda. Ki czort? Hmmm... Po restarcie zmiany widać, ale nowych znów niet. Hmmm... Rzut oka w logi, i co? I wszystko wygląda na to, że... działa.
2015-01-29 08:26:23.947 TRACE [IntelliJFSNotify] >> path\to\my\changed\PageFragment.jsff
2015-01-29 08:26:23.947 INFO  [IntelliJFSNotify] Event 'CHANGE' on: 'path\to\my\changed\PageFragment.jsff'
2015-01-29 08:26:23.955 TRACE [IntelliJFSNotify] >> CHANGE
2015-01-29 08:26:31.733 INFO  [ADF-Core] ADF metadata resource modified: file:/path\to\my\changed\PageFragment.jsff
2015-01-29 08:26:31.767 DEBUG [ADF-Core] ResourceMonitor instance named 'BindingRequestHandler' returns new positive result
2015-01-29 08:26:31.767 INFO  [ADF-Core] Purging page and view definition cache
2015-01-29 08:26:31.767 INFO  [ADF-Core] Reinserting juMom definition
2015-01-29 08:26:31.767 DEBUG [Mojarra] FacesConfigReloader.reload invoked
2015-01-29 08:26:31.767 DEBUG [Mojarra] Capturing NavigationHandler state.
2015-01-29 08:26:31.767 TRACE [Mojarra] NavigationDiff: null
2015-01-29 08:26:31.767 INFO  [Mojarra] Reloading configuration
2015-01-29 08:26:31.767 INFO  [Mojarra] Application does not allow to unsubscribe listeners
2015-01-29 08:26:31.767 INFO  [Mojarra] Application class: com.sun.faces.application.ApplicationImpl
2015-01-29 08:26:31.767 TRACE [Mojarra] Reload on oracle.adfinternal.view.faces.lifecycle.LifecycleImpl@75aec8d1 and org.apache.myfaces.trinidadinternal.context.FacesContextFactoryImpl$CacheRenderKit@5b5cca6 with sc weblogic.servlet.internal.WebAppServletContext@79606145 and cm com.sun.faces.config.ConfigManager@613b3643
2015-01-29 08:26:31.767 TRACE [Mojarra] Clear done
Zagwozdka coraz większa. O! Przelogowanie też powoduje „odświeżenie” zmian. Zastanówmy się poważnie...
Bingo! Tak jest! Cóż to więc okazuje się naszym winowajcą? Ano, aplikacja ma skonfigurowane dostosowywanie (customization) na poziomie użytkownika (UserCC). To powoduje, że każda zmiana na stronie stanu np. zwinięcia segmentu akordeonu czy też widoczności kolumn w tabeli jest zapamiętywane w MDS i nakładane w każdej sesji użytkownika. Fajny mechanizm, dzięki któremu korzystający z aplikacji ma taki układ stron w aplikacji jaki mu wygodnie. Problem w tym, że zmiany te nie są przez mechanizmy WebLogica nakładane na „oryginał” w momencie wchodzenia na stronę, tylko przy logowaniu się użytkownika. Przez co zmiany „przeładowywane” przez JRebel nie znajdowały odzwierciedlenia w treści serwowanej do przeglądarki. Wyjście? Skasowanie plików *.jsff.xml z odpowiedniego podkatalogu lokalnego MDS. No i teraz furczy aż miło. Można wrócić do generowania kolejnych błędów w oprogramowaniu ;)

P.S. Przy okazji jest to setna notka na blogu. Sam nie wiem, czy to dużo, czy mało, ale pękła i już!

piątek, 11 lipca 2014

Jak po słoiki to do stolicy, czyli po Confiturę i z powrotem

Chwała!
Ponieważ tak się złożyło, że zgodnie z powiedzeniem „sport to zdrowie... stracone” kosztem noszenia gipsu na nodze mam wreszcie wolne w lato (swoją drogą też przy okazji dobre wytłumaczenie dlaczego skoro wolne to nie wezmę i nie przekopię ogródka ;)), to wykorzystam część tego czasu na podzielenie się z P.T. Czytelnikami wrażeniami z tradycyjnej wyprawy do stolicy po słoiki z Confiturą.
Wyprawa, jak zwykle w mocnym składzie firmowo-jugowym, zaczęła się od mocnego akcentu, czyli od ponad dwóch godzin opóźnienia pociągu „na start”. Cóż, przynajmniej dzięki temu zobaczyłem końcówkę i bramki meczu Brazylia-Kolumbia... Trzeba oddać kolejarzom, że nadrobili z tego ponad godzinę dzięki czemu dotarliśmy na miejsce o całkiem przyjemnej porze, ale jednak w moim przypadku skończyło się na 2 godzinach „pseudosnu” co miało niestety pewne konsekwencje podczas konferencji.
Dobra, starczy wstępu, przejdźmy do meritum, znaczy wybranych przeze mnie prezentacji, czy też wykładów.

niedziela, 18 maja 2014

Wspomnienia z DevCrowd 2014, czyli raz będzie normalny tytuł kwiecistym stylem nie okraszony.

Chwała!
Jak ten czas leci, ledwo parę notek temu próbowałem przekazać tym, co zbłądzili nieświadomi w te rejony sieci, jak było na konferencji naszej ulubionej (bo naszej ;)) a tu już kolejna edycja przeszła do historii i literatury. Do tego weny jak nie było, tak nie ma, stąd i notka po ponad miesiącu od wyda... Wróć... od Wydarzenia.
Na sam początek, to chciałem szczerze przeprosić wszystkich, którzy „współdzielili” ze mną wybór prezentacji. Mea culpa. Po ogłoszeniu agendy pozwoliłem sobie zażartować, że z wiadomych względów na pewno będzie słabiej niż rok temu, i... wykrakałem. Przynajmniej sobie.
-Aha, no to pewnie dennie było?

wtorek, 18 lutego 2014

Autolosowanie w Foobarze

Chwała!
A dzisiaj, znów po zbyt długiej przerwie, powrócę dobrą myślą do mojego ulubionego odtwarzacza  muzycznego kryjącego się pod nazwą foobar2000. Konkretniej zapiszę sobie w tym pamiętniczku w jaki sposób zrobić sobie playlistę samouzupełniającą się losowym albumem w momencie zbliżania się do końca aktualnie granego. Co prawda, zdaję sobie sprawę, że jako zacofany piernik nie doceniam wspaniałości jakże cudownych wynalazków typu Spotify, LastFm, iTunes i co tam jeszcze wymyślono w międzyczasie. Nie dziwnym będzie dla mnie jeżeli ich użytkownicy wzruszą ramionami czy też wybuchną radosnym śmiechem, ale cóż... Inna wizja tego jaki świat ma być też ma prawo istnieć.

piątek, 22 listopada 2013

Motorowy kurcgalopek, znaczy pędem do kin!

Chwała!
Całkiem świeżo być się mi udało w kinie na filmie sportowym. Do tego opartym na historii powszechnie w mniejszych lub większych szczegółach znanej. Żeby było mało, amerykańskiej produkcji. Czyli wiadomo czego się można spodziewać, ot telewizyjne patrzadło na łykendowe przedpołudnie. Ale żeby od razu do kina na to iść?
Jeśli ktokolwiek tak pomyślał o podmiocie tego wpisu, ten ma rację. Iść to nie, ale lecieć, gnać, pędzić jak najbardziej potrzykroć tak! Bo to Film przez duże F. Historia rywalizacji opowiedziana tak, że jej znajomość nie przeszkadza. Podobnie jak nie przeszkadza brak pojęcia o wyścigach samochodowych, naprawdę nie trzeba być ich miłośnikiem, żeby narracja chwyciła za gardło, a dwie godziny zleciały nie wiadomo kiedy. Bardzo dobry scenariusz, sztuka aktorska na równie wysokim poziomie, wizualnie uczta dla ocząt, a jako sosik ocierająca się o geniusz ścieżka dźwiękowa. Nie mam się do czego przyczepić (choć oczywiście, dla urodzonych malkontentów nie ma niemożliwego ;)).
Natomiast mam nadzieję, że Szanowni Czytelnicy mi wybaczą powyższą laurkę, ale jako miłośnik F1 (aczkolwiek z racji wieku, ta rywalizacja znana mi tylko z przekazów, ja to już czasy Mansella i Piqueta, Prosta i Senny) oraz kinowych Opowieści szedłem do przybytku X muzy z oczekiwaniami sporymi i... z duszą na ramieniu, że film im nie sprosta. A tu jest lepiej niż w najśmielszych przypuszczeniach, benzyna, adrenalina i gitary. No sami powiedzcie czego chcieć więcej? (Dobra, dobra. Wiem. Miłośnicy żużla rzekną, że jawy ;))

sobota, 20 lipca 2013

Śladami siedemnastego Tytusa, czyli uczłowieczanie przez umuzykalnianie...

Chwała!
Wypadałoby od czasu do czasu, skoro się już tego bloga założyło, to coś w nim opublikować. O informatyce mi się nie chce, na filozofię za cienki Bolek, o polityce strach (tym bardziej, że będąc zaciekłym monarcho-imperialistą od kontrowersji się nie ucieknie) a na sporcie i medycynie to jednak wypadałoby się znać zanim się coś opublikuje (szczególnie w kraju trzydziestu paru milionów trenerów i lekarzy ;)). Tak więc padło na temat o którym mi się jednocześnie nie chce pisać, na który jestem za cienki, strach pisać i kompletnie się na nim nie znam. Znaczy o muzyce.
Mianowice, ponieważ nie wiadomo kiedy minęło już ponad pół tego roku, zrobię sobie ku utrapieniu P.T. Czytelników przegląd tegorocznych płyt które miałem okazję użyć jako oprawę wysiłku umysłowego zwanego wywiązywaniem się z zobowiązań wobec pracodawcy. Znaczy pod rzucanie mięchem, rzeźbieniem w g... i próbą mniej lub bardziej udaną sklecenia systemu potiomkinowskiego. Przegląd odbędzie się chronologicznie względem debiutu krążka na rynku (a nie debiutu krążka w moich uszach). No to lecim na Szczecin.

sobota, 13 lipca 2013

Słoiki w Stolicy, znaczy Confitura usmażona...

Chwała!
W poprzedni łykend, wraz z Szacownym Towarzystwem, udało się być po raz kolejny na warszawskiej konferencji Confitura. Niestety mus mi rozczarować Czytelników czekających na literacko rozbudowaną relację, gdyż w tym roku weny na wpisy nie starcza. Projekt którym od jakiegoś czasu zarabiam na życie doczesne pochłania wszelkie siły twórcze niczym ryż w solniczce wilgoć, więc mi się szczerze mówiąc rozpisywać nie chce.
Szacowne Towarzystwo i ja (fot. J. Laskowski)

czwartek, 25 kwietnia 2013

Tłumnego zgromadzenia edycja kolejna za nami - DevCrowd 2013 czas podsumować.

Chwała!
W ostatnią sobotę odbyła się kolejna edycja konferencji DevCrowd, wyjątkowo dla niepoznaki w Szczecinie ;). Wydarzenie ma już pewną, ugruntowaną pozycję i renomę w światku, więc na dwóch ścieżkach obejmujących 14 prelekcji przewinęło się ponad 150 osób z całej Polski, a nawet z zagranicy (dewizowcy ;)), co jest moim zdaniem wynikiem przyzwoitym. Była to pierwsza edycja pod nowym, światłym kierownictwem, ale jak zwykle dziewczęta i chłopaki z Naszego Jugu dali sobie radę perfekt. Ciężko się powtarzać, jak co roku o salach (ponownie WI PS), wiktuałach itd, bo to jak zwykle na wysokim poziomie, chciałbym jedynie pochwalić za drobne, acz świetne szczególiki:
  • Torby tekstylne na „zestawy upominków” - kiedyś spotkałem się z tym na Javarsovii ówczesnej, ale generalnie raczej dominują papierowe „jednorazówki”. Tekstylne rozwiązanie o wiele bardziej praktyczne, przynajmniej będzie można na zakupach w warzywniaku zareklamować Wydarzenie.
  • Ankiety z oceną rozdzieloną na ocenę tematyki i prelegenta. Że też nikt na to wcześniej nie wpadł. Przecież nie raz się zdarzało, że temat nie bardzo, ale prelegent wyciągał co się dało i jeszcze więcej (lub też niestety na odwrót) i tak jakoś zawsze wtedy problem jak ocenić. A tu, pach, i nie ma problemu.
  • Folderek z opisem prezentacji (a w nim odrywana agenda ze smyczą). Kapitalna sprawa, nie zawsze wszak pamiętamy, albo mamy sposobność sprawdzić na necie, na co tam mieliśmy teraz iść, a tak folderek z podorędzia... 
Co do prezentacji zaś. Właśnie. Tak się złożyło, że nie tylko to była pierwsza konferencja Nowego Kierownictwa, ale też pierwsza na której miałem przyjemność się produkować w roli prelegenta (i narażać się na marudzenia i wypominki takich pacykarzy jak ja sam ;)). Stąd też mam pewien problem z oceną i opisem bądź co bądź tej najważniejszej części konferencji. Otóż, nie jest wielką tajemnicą, że należę do osób mocno nieśmiałych, stąd też przed własnym wystąpieniem cały czas gdzieś w głowie już ta trema, ostatnie przygotowania i inne etcetery nie zbyt pozwalały się porwać wystąpieniom w całości, i wstyd się przyznać, ale od czasu do czasu gdzieś tam słuchanie jednym uchem się włączało. Dlatego też pokrótce jeno przelecę na czym byłem i jakie ogólne wrażenie zostało:
  • Prawo Javy Rafała Maludy całkiem przyjemne spojrzenie oczami prawnika na ten nasz wycinek świata IT, ze szczególnym uwzględnieniem historii i możliwych „alternatywnych” zakończeń czy też konsekwencji „otworzenia” Javy i konfliktu Oracle przeciw Google.
  • 6 rzeczy o których nie było na studiach Adama Dudczaka, to tak z perspektywy tych paru dni chyba najfajniejsza z prelekcji na których byłem. Mimo, że studentem nie jestem od ładnych kilku lat. Jednak zostało poruszonych parę kwestii, o których jednak gdzieś wciąż czasem się zapomina. Poza tym przydatna dla mnie z praktycznego punktu widzenia, bo ruszyły nasze warsztaty, których jestem jednym z „opiekunów”.
  • Najczęściej stosowane „wzorce” projektowe Bartka „Koziołka” Kuczyńskiego. Tu mam problem, chyba jakiś wyrzut adrenaliny czy co mi nastąpiło, bo pamiętam, co prawda, że mi się podobało. Ale dlaczego? Na pewno było sprawnie jeśli chodzi o „warsztat” prelegenta, ale treść... Coś się po głowie kołacze, ale cóż... Pozostaje mi nadzieję, że jak się będę próbował zapuszczać w maliny, to podświadomość zareaguje. 
  • Jak zwiększyć wydajność pracy Łukasza Kuczery. Szczerze mówiąc, chyba największe rozczarowanie. Po pierwsze, miałem wrażenie niedopracowania, nieprzemyślenia do końca, tak jakby Autor chciał za dużo po prostu. I jakoś całość gdzieś w pewnym momencie zrobiła się dość chaotyczna i męcząca, i w zasadzie w końcu nie wiem jak tą wydajność zwiększyć. Właściwie najważniejsza nau(cz)ka wyniesiona z niej, to to, że jak mapa myśli dla naszej prezentacji zaczyna się nie mieścić na slajdzie, to idziemy w złym kierunku ;)
  • Loudcloud Michała Gibowskiego - cóż... nie podobało mi się. Już pomijam fakt, że naturalnie ciężej mi było trzymać koncentrację, bo już za momencik, już za chwileczkę, ale jakoś nie mam poczucia, że prelegent zrobił dużo, żeby zaciekawić. Aż tak rozbudowane wstępy i przedstawianie Play! Framework i Scali można było sobie moim zdaniem darować. No i nie wiem, czy to trema, czy po prostu właściwość, ale hmmm... gestykulacja mocno rozpraszająca.
  • How secure your framework is? Łukasza Lenarta. Tu już na luziku i opadniętych emocjach (co swoją drogą też nie ułatwia prawidłowemu zachowaniu/odbiorowi) więc trochę stracony początek zanim koncentracja się odpaliła na nowo. Ale później bardzo fajnie o ciekawych dziurach, aż się boję pomyśleć czego w Firmie nie znaleźliśmy ;)
No i na koniec wrażenia z debiutu prelegenckiego. Może najpierw kilka słów wprowadzenia skąd w ogóle taki temat. Ano stąd, że mnie coś podkusiło zgłosić i nie licząc na akceptację ten temat jako swego rodzaju rezerwę. Akurat był pod ręką w planach na jugę, gdzie byłby swego rodzaju domknięciem wcześniejszych pogadanek o Groovy, Selenium i TestNg. Organizatorzy niestety postanowili zrobić mi niespodziankę i wybrali właśnie temat rezerwowy. No i trzeba było się pospieszyć, poprzycinać, poprzeredagować i generalnie przykroić na warunki konferencyjne. Stąd nie wszystko co by się chciało pokazane czy też poopowiadane. No i jakiegoś założonego kontekstu w głowach słuchaczy też mogło zabraknąć (no, inna kwestia czy jugowicze też coś jeszcze pamiętaliby ;)). Nie zmienia to oczywiście faktu, że słowo się rzekło, kobyłka u płota musi być.
Jak już wspomniałem nie należę do osób odważnych i śmiałych, ale bądźmy szczerzy, jak się chce zwalczać swoje strachy, trzeba im wyjść na przeciw. A gdzie może być lepsza k'temu okazja niż na „własnych śmieciach”? Tym bardziej, że wcześniej dzięki judze i informacjom zwrotnym po swoich wystąpieniach poczułem się jednak, że warto byłoby sprawdzić, czy jestem wstanie zrobić kolejny krok.
No więc spróbowałem, choć nie powiem, zdarzały się momenty przed godziną W, że myślałem sobie „na co ja się porwałem”. Trema, adrenalina, krawędź paniki, emocje, pełen mętlik w głowie jak przyszło się kurcgalopkiem montować na stanowisku. Do tego drobne problemy techniczne (z tego miejsca chciałbym podziękować jeszcze raz Maćkowi za użyczenie dodatkowej baterii, dzięki wielkie!) na sam początek. O Mamo! Ja chcę do domu! Ale wyjścia nie ma, jednak ktoś przyszedł posłuchać, nie wypada tak zawinąć się na pięcie. Z resztą co ja mówię ktoś. Kurde mol, Ktoś. Szacowna Publiczność. Panie i Panowie. Do tego Szanowni Goście, na widowni i Koziołek, i Jarek Ratajski, i Sebastian Pietrowski, i Adam Dudczak (o ile w tym afekcie dobrze rozpoznałem)... Ulala, a tu zaczynać trzeba. Dobra! Zbieram się w garść i zaczynam. Jakoś tak gdzieś nawijka leci trochę spoza mnie, ale tu pierwsze zaskoczenie, chyba nie gadam od rzeczy. Publika też nie ziewa jeszcze, nie jest najgorzej. No to zaszalejmy! Pytania! O żeż Ty w ząbek czesany... Miały być łatwiejsze... Szybka zagrywka na czas, jednym wątkiem kończymy aktualne zagadnienie, drugi procek w mózgu rozpaczliwie szuka odpowiedzi. Nic lepszego nie ma? Trudno, ognia, Rufusie! Chyba trafiony. Ha! I kto tu jest kozak! No to kto następny... A żeby Cię cholero... Zamienia się to w walkę o przetrwanie, ale prę do przodu, nawet chyba żarcik się udał jakiś, bo jakieś śmiechy słychać. Fajnie, chyba idzie sprawniej niż myślałem, to ich teraz zakasuję... Co? Czas? Jaki czas? Kończy się? A-ha... ŻE CO?! Niemożliwe, przecież ledwo co zacząłem! No trudno, dzięki za uwagę, jeszcze jakieś gadżety do rozdania, to na razie. Odcięcie...
...eee... dlaczego jakiś koleś nawija o jakimś strutsie? A gdzie ja jestem w ogóle? Jaki mamy dzień? Tak! Twierdzę kategorycznie, że to jest osioł!

sobota, 23 marca 2013

Oczko poszło, czyli wrażeń kilka z XXI spotkania Jugi

Chwała!
Nietypowo bo tym razem w środę (20 III) odbyło się pierwsze w tym roku spotkanie Jugi naszej kochanej. Jako samba sikoreczka wystąpiło zaś Spring Data - MongoDB. Prelegent, w osobie Maćka Walkowiaka, postanowił przybliżyć nam problem integracji MongoDB ze Springiem, co właśnie umożliwia wspomniane Spring Data. Tak więc po krótkim przypomnieniu/przybliżeniu zarówno Monga jak i ogólnie zagadnienia baz NoSql mogliśmy dowiedzieć się czym to jest SpringData, a następnie przejść już do podprojektu dedykowanego MongoDB. Dzięki temu mając jako taki obraz zagadnienia, można było wstępnie ocenić prezentowane rozwiązanie. Które to wygląda całkiem sympatycznie i wydaje się, że od strony programistycznej „pobawienie się” tym tandemem nie powinno być specjalnie przerażające.
Co do samej prezentacji, to było bardzo przyzwoicie, sprawnie, z sensem i jak już mam wskazywać jakieś minusy, to właściwie największym, choć nie jakimś straszliwie rażącym, były takie momenty, gdy prelegent tracił „płynność” wypowiedzi. Czyli nawijka, nawijka, wyczerpanie myśli/tematu/akapitu... krótka zwiecha... nawijka, nawijka... Trochę tak wyglądało nie tyle, że gubiony wątek był, tylko jak buforowanie w youtubie ;) Drugie co mnie osobiście raziło, to ilość barbaryzmów, ale raz, że to raczej w dyskusjach z widownią (i dotyczy obu stron), dwa, że cóż... ...przynajmniej jeszcze jakiś czas na scenie IT trzeba mi będzie się z tym pogodzić.
Na koniec więc zostaje mi jedynie zaprosić wszystkich P.T. Czytelników na następne spotkanie Jugi oraz na kolejną edycję Najlepszej We Wszechświecie Konferencji (z jak dobrze/źle* pójdzie moim premierowym udziałem prelegenckim).
* - niepotrzebne skreślić.

piątek, 14 grudnia 2012

Oracle Forms z Jawą 7 po ludzku działające

Chwała!
Tak się składa, że pracowo dość sporo mam do czynienia z aplikacją opartą o Oracle Forms. Aplikacja ma ten feler, że domyślnie nie za bardzo chce współpracować z siódmą wersją Jawy. Cóż, wyjście dotąd było jedno, używać wersji szóstej i broń Boże nie dać się podkusić Chromowi do aktualizacji na najnowszą wersję (o której to aktualizacji krzyczy mnie ciągle i namiętnie). Co się działo, gdy jednak ulegliśmy? Ano śliczny komunikat „FRM-92095: Potrzebna jest wyższa wersja Oracle JInitiator”. Świetnie. Fajnie. Ale tak się składa, że nawet posiadanie najnowszego możliwego JInitiatora problemu nie rozwiązuje.
Na szczęście od czego mamy nieprzebrane zasoby internetu. Otóż okazuje się, że problem leży w rozpoznawaniu przez formsy czy są odpalane z JInitiatorem czy zwykłą Javą. Jak było do przewidzenia następuje to poprzez sprawdzenie zmiennej java.vendor. Jak jest Oracle, to JInitiator. Pięknie nie? Problem w tym, że od wersji 7 jawy Oracle jest domyślną wartością tej zmiennej. Ślicznie.
Więc co robimy? Tak, tak. Zmieniamy wartość tej zmiennej przy uruchamianiu jawy. Nie trzeba nic modyfikować na serwerze, żadnych obejść, proksów, etceterów i itepów. Czyste, proste i przyjemne rozwiązanie. Działa zarówno pod Windows jak i linuksami. Niestety nie mam możliwości aktualnie sprawdzić dokładnie jak w tych ostatnich to wygląda, ale Inteligentny Czytelnik powinien sobie poradzić. Zaczynamy.
  1. W wypadku okienek i przeglądarki o tej samej ilości bitów uruchamiamy po prostu Panel Sterowania i z niego wybieramy aplet Java. W wypadku systemu 64 bitowego i 32 bitowej przeglądarki (czyli też 32 bitowej jawy) musimy przejść do podkatalogu bin instalacji naszego jre i uruchomić plik javacpl.exe.
  2. W uruchomionym oknie wybieramy zakładkę Java i przycisk View
  3. Wybieramy interesującą nas instancję jawy i w pole Runtime Parameters dodajemy argument -Djava.vendor="Sun Microsystems Inc."
  4. Zatwierdzamy i cieszymy się.
Oryginalnie przepis znaleziony tutaj (po angielsku).

środa, 5 grudnia 2012

Bimber ze złącz i gramofonów - XX Spotkanie Szczecińskiej JUGi

Chwała!
Już w najbliższy poniedziałek, 10 grudnia o godz. 18:30 na Wydziale Informatyki PS w sali 129 (stary budynek) odbędzie się jubileuszowe, dwudzieste spotkanie szczecińskiej JUGi. Skromny ten jubel zostanie uświęcony wystąpieniem Gościa, a mianowicie z prezentacją o chwytliwym tytule „Ewolucyjna Destylacja Architektury - myślenie wizualne na przykładzie Ports'n'Adapters” wystąpi Sławomir Sobótka.
Jeżeli mimo wszystko temat nie chwycił was za serca, to może wystarczającą zachętą będzie osoba prezentera, cenionego i uznanego w polskim światku jawowym, czego dowodem niech będzie chociaż uznanie jego wystąpienia najlepszą prezentacją tegorocznej Confitury. 

niedziela, 25 listopada 2012

Jakość do Poznania czyli wrażenia z Testwarez 2012

Chwała!
Na początku przedostatniego łykendu października (22-23) miałem okazję być oddelegowany do udziału w konferencji poświęconej jakości oprogramowania - Testwarez. Tegoroczna edycja tego wydarzenia organizowanego przez SJSI odbyła się w Poznaniu, w salach konferencyjnych hotelu Mercure. W ciągu dwóch dni w planach był szereg prezentacji (część w dwóch równoległych ścieżkach), warsztaty oraz walne zgromadzenie wspomnianego stowarzyszenia. W tej relacji, na początek przegląd prezentacji na które się wybrałem, na koniec zaś zostawię sobie ocenę organizacji i ogólną konferencji jako takiej. Zapraszam.

niedziela, 28 października 2012

Wolkan na Pomorzu, czyli o XIX Spotkaniu SJUGi

Chwała!
W poprzedni czwartek, osiemnastego dnia października, w Strefie 89 odbyło się kolejne, dziewiętnaste już, spotkanie szczecińskiej jugi. Tym razem prelegentem był Paweł Stawicki, a tematem bliższe zapoznanie przybyłej Publiczności ze Spockiem. Wyjątkowo, nie było to spotkanie autorskie Leonarda Nimoya, a przedstawienie używalności podbudowy do testów jednostkowych.
W trakcie dość chybkiej prezentacji (około pół godziny) mogliśmy się dowiedzieć, że w zasadzie jest to „nakładka” na JUnit. Nakładka, która wspierając się możliwościami Groovy pozwala ułatwić pisanie testów. Tak więc ja osobiście, jako wielki fan TestNG, za bardzo „praktycznie” skorzystać z prezentacji, nie skorzystam. Funkcjonalne oraz elastyczne przewagi TestNG nad rozwiązaniami opartymi na Junit są po prostu obecnie dla mnie zbyt duże, żeby dla drobnych fajerwerków z nich rezygnować. Swoją drogą ciekawym jest wciąż wielka „monopolizacja” „rynku” testów przez JUnit w środowisku jawowym.
Wracając do prezentacji, jak już wspomniałem, była dość chybka, bo raz, że temat niezbyt obszerny, dwa, że prezenter sprawnie pokazał, to co miał pokazać. Z tego co pamiętam zdarzyła się jedna, drobna wpadeczka, z przypadkiem gdy coś podczas asercji miało nie działać, ale zadziałało. Bywa. Poza tym istotnie nie było się czego przyczepić. No może, na upartego, można by wytknąć, że może parę rzeczy to raczej zasługa grooviego niż Spocka samego w sobie, ale z drugiej strony, czy to takie ważne w praktyce? Nie wydaje mi się, więc się nie czepiam ;)
Podsumowując, prezentacja całkiem, całkiem jeśli chodzi o warsztat, niekoniecznie porywająca jeśli chodzi o temat. Przy zastrzeżeniu, że dla osób za podstawę mających zestaw TestNG plus Groovy. Zaś dla dżejjunitowców mogę podejrzewać, że mogłoby być to nawet małe „łał”. Bo muszę przyznać, że o ile prezentacja utwierdziła mnie w przekonaniu co do podjętego parę lat wyboru, to również, acz przy założeniu, że pamięć w temacie nieszwankuje, Spock wydaje się przeciekawą alternatywą do czystego JUnita i praca z nim może być mniej frustrująca.

P.S. Ach, bym zapomniał! Prezentacja była nagrywana, więc zostaje nam poczekać cierpliwie na efekty montażu i udostępnienie materiałów.

niedziela, 14 października 2012

Gorącym klawiszem wprost w okienko, czyli modyfikowanie skrótów klawiszowych w Windows

Chwała!
Tak się złożyło nieszczęśliwie i niemodnie dla mnie, iż trafne są dla mej osoby takie dwie zasady:
  • Żeby było mi wygodnie to wolę dostosować świat do siebie, niż siebie do świata.
  • Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka.
Obie jak widać banalne, i wydawałoby się łatwe do realizowania. Jednakże na świecie pełno jednostek sądzących, że jak oni coś wymyślą to nie ma bata, wszystkim musi pasować, i stawiają kłody na drodze realizacji mych zachcianek.

niedziela, 23 września 2012

No i z głowy, czyli parę słów po osiemnastce Jugi.

Chwała!
W ostatni czwartek miałem przyjemność (znaczy się ja miałem przyjemność, czy słuchacze to już ich pytać ;)) zaprezentować się z wykładem na XVIII spotkaniu Szczecińskiej JUGi. Poniżej zamieszczam tę parę slajdów, natomiast zbiór kodów z przykładami znajdziecie tutaj.
Teraz zaś trochę przemyśleń. Chyba udało się:
  • przedstawić to co zamierzałem,
  • przedstawić to co oczekiwał Publiczność,
  • nie zanudzić tejże na śmierć
  • i samemu nie dostać pomidorem w twarz.
Nie udało się zaś:
  • zmieścić w czasie (dwie godziny zleciało)
  • nie potknąć się gdzieniegdzie
  • nie uśpić nikogo z Publiczności (pozdrawiam niniejszym kolegę z kanapy ;))
Jeśli zaś macie jakieś uwagi, to walić śmiało w komentarzach jak w bęben, wszelka krytyka (byle konstruktywna) mile widziana na drodze do perfekcji.

poniedziałek, 17 września 2012

XVIII Spotkanie Szczecińskiej JUGi. Zaproszenie.

Chwała!
Lato mija nam powoli, ruch na drogach po wakacjach już się wzmógł niestety, trzeba także troszkę rozruszać bloga (ale nie za bardzo coby szoku jakiego nie było). Na szczęście natrafiła się okazja, gdyż już w najbliższy czwartek, 20. września 2012 roku, o godz. 18, w gościnnych progach szczecińskiej Strefy 89, spróbuję przedstawić Wam pokrótce język Groovy.
Jak Szanowni Czytelnicy pewnie wiedzą, język ten tak mi się przewija przez bloga od czasu do czasu, co może sugerować, że nawet go używam od czasu do czasu. Jest więc szansa, że coś mającego sens uda mi się przekazać.
W założeniach ma być przegląd składni i możliwości języka wraz z najbliższym ekosystemem. Ponieważ temat jest powierzchniowo ogromny (o paru aspektach języka można, wydaje mi się, zrobić osobne prezentacje), więc przede wszystkim ma stanowić bazę do własnego przemyślenia, a nie dania konkretnej odpowiedzi na konkretne problemy. Przykro mi, ale od tego (myślenia) nie uciekniecie ;)
Na koniec przypominam, że to i tak tylko przystawka przed prezentacją Amorfisa na temat Spocka :D