sobota, 31 stycznia 2015

JRebel, ADF i nieprzeładowane strony.

Chwała!
Po długiej, chyb nawet zbyt, przerwie czas wysilić swoje pozostałe szare komórki, póki fałdy na korze jakieś zostały. Okazja się akurat trafiła sama, bo w ramach obowiązków zawodowych mam okazję sprawdzić w boju produkt firmy ZeroTurnaround - JRebel.
Właśnie w trakcie tego sprawdzania napotkałem na początkowo dość zagadkowy problem, który poniżej postaram się naświetlić. Otóż, mam ci ja aplikację zewnętrzną, podbudowę czy też rdzeń systemu, w technologii Oracle ADF. Natomiast sam dopisuję do niej moduły biblioteki rozszerzeń dostosowującej tenże rdzeń do zachcianek i zapotrzebowań klienta. No więc dopisuję sobie nowy tzw. fragment strony, wszystko ładnie mi JRebel przeładowuje, jest fajnie. Biorę się za następny i... i nic, tak jakby JRebel zmian nie widział. Co ciekawe, przepływ odświeża, ziarna też, tylko sama strona jak wyglądała tak wygląda. Ki czort? Hmmm... Po restarcie zmiany widać, ale nowych znów niet. Hmmm... Rzut oka w logi, i co? I wszystko wygląda na to, że... działa.
2015-01-29 08:26:23.947 TRACE [IntelliJFSNotify] >> path\to\my\changed\PageFragment.jsff
2015-01-29 08:26:23.947 INFO  [IntelliJFSNotify] Event 'CHANGE' on: 'path\to\my\changed\PageFragment.jsff'
2015-01-29 08:26:23.955 TRACE [IntelliJFSNotify] >> CHANGE
2015-01-29 08:26:31.733 INFO  [ADF-Core] ADF metadata resource modified: file:/path\to\my\changed\PageFragment.jsff
2015-01-29 08:26:31.767 DEBUG [ADF-Core] ResourceMonitor instance named 'BindingRequestHandler' returns new positive result
2015-01-29 08:26:31.767 INFO  [ADF-Core] Purging page and view definition cache
2015-01-29 08:26:31.767 INFO  [ADF-Core] Reinserting juMom definition
2015-01-29 08:26:31.767 DEBUG [Mojarra] FacesConfigReloader.reload invoked
2015-01-29 08:26:31.767 DEBUG [Mojarra] Capturing NavigationHandler state.
2015-01-29 08:26:31.767 TRACE [Mojarra] NavigationDiff: null
2015-01-29 08:26:31.767 INFO  [Mojarra] Reloading configuration
2015-01-29 08:26:31.767 INFO  [Mojarra] Application does not allow to unsubscribe listeners
2015-01-29 08:26:31.767 INFO  [Mojarra] Application class: com.sun.faces.application.ApplicationImpl
2015-01-29 08:26:31.767 TRACE [Mojarra] Reload on oracle.adfinternal.view.faces.lifecycle.LifecycleImpl@75aec8d1 and org.apache.myfaces.trinidadinternal.context.FacesContextFactoryImpl$CacheRenderKit@5b5cca6 with sc weblogic.servlet.internal.WebAppServletContext@79606145 and cm com.sun.faces.config.ConfigManager@613b3643
2015-01-29 08:26:31.767 TRACE [Mojarra] Clear done
Zagwozdka coraz większa. O! Przelogowanie też powoduje „odświeżenie” zmian. Zastanówmy się poważnie...
Bingo! Tak jest! Cóż to więc okazuje się naszym winowajcą? Ano, aplikacja ma skonfigurowane dostosowywanie (customization) na poziomie użytkownika (UserCC). To powoduje, że każda zmiana na stronie stanu np. zwinięcia segmentu akordeonu czy też widoczności kolumn w tabeli jest zapamiętywane w MDS i nakładane w każdej sesji użytkownika. Fajny mechanizm, dzięki któremu korzystający z aplikacji ma taki układ stron w aplikacji jaki mu wygodnie. Problem w tym, że zmiany te nie są przez mechanizmy WebLogica nakładane na „oryginał” w momencie wchodzenia na stronę, tylko przy logowaniu się użytkownika. Przez co zmiany „przeładowywane” przez JRebel nie znajdowały odzwierciedlenia w treści serwowanej do przeglądarki. Wyjście? Skasowanie plików *.jsff.xml z odpowiedniego podkatalogu lokalnego MDS. No i teraz furczy aż miło. Można wrócić do generowania kolejnych błędów w oprogramowaniu ;)

P.S. Przy okazji jest to setna notka na blogu. Sam nie wiem, czy to dużo, czy mało, ale pękła i już!

piątek, 11 lipca 2014

Jak po słoiki to do stolicy, czyli po Confiturę i z powrotem

Chwała!
Ponieważ tak się złożyło, że zgodnie z powiedzeniem „sport to zdrowie... stracone” kosztem noszenia gipsu na nodze mam wreszcie wolne w lato (swoją drogą też przy okazji dobre wytłumaczenie dlaczego skoro wolne to nie wezmę i nie przekopię ogródka ;)), to wykorzystam część tego czasu na podzielenie się z P.T. Czytelnikami wrażeniami z tradycyjnej wyprawy do stolicy po słoiki z Confiturą.
Wyprawa, jak zwykle w mocnym składzie firmowo-jugowym, zaczęła się od mocnego akcentu, czyli od ponad dwóch godzin opóźnienia pociągu „na start”. Cóż, przynajmniej dzięki temu zobaczyłem końcówkę i bramki meczu Brazylia-Kolumbia... Trzeba oddać kolejarzom, że nadrobili z tego ponad godzinę dzięki czemu dotarliśmy na miejsce o całkiem przyjemnej porze, ale jednak w moim przypadku skończyło się na 2 godzinach „pseudosnu” co miało niestety pewne konsekwencje podczas konferencji.
Dobra, starczy wstępu, przejdźmy do meritum, znaczy wybranych przeze mnie prezentacji, czy też wykładów.

niedziela, 18 maja 2014

Wspomnienia z DevCrowd 2014, czyli raz będzie normalny tytuł kwiecistym stylem nie okraszony.

Chwała!
Jak ten czas leci, ledwo parę notek temu próbowałem przekazać tym, co zbłądzili nieświadomi w te rejony sieci, jak było na konferencji naszej ulubionej (bo naszej ;)) a tu już kolejna edycja przeszła do historii i literatury. Do tego weny jak nie było, tak nie ma, stąd i notka po ponad miesiącu od wyda... Wróć... od Wydarzenia.
Na sam początek, to chciałem szczerze przeprosić wszystkich, którzy „współdzielili” ze mną wybór prezentacji. Mea culpa. Po ogłoszeniu agendy pozwoliłem sobie zażartować, że z wiadomych względów na pewno będzie słabiej niż rok temu, i... wykrakałem. Przynajmniej sobie.
-Aha, no to pewnie dennie było?

wtorek, 18 lutego 2014

Autolosowanie w Foobarze

Chwała!
A dzisiaj, znów po zbyt długiej przerwie, powrócę dobrą myślą do mojego ulubionego odtwarzacza  muzycznego kryjącego się pod nazwą foobar2000. Konkretniej zapiszę sobie w tym pamiętniczku w jaki sposób zrobić sobie playlistę samouzupełniającą się losowym albumem w momencie zbliżania się do końca aktualnie granego. Co prawda, zdaję sobie sprawę, że jako zacofany piernik nie doceniam wspaniałości jakże cudownych wynalazków typu Spotify, LastFm, iTunes i co tam jeszcze wymyślono w międzyczasie. Nie dziwnym będzie dla mnie jeżeli ich użytkownicy wzruszą ramionami czy też wybuchną radosnym śmiechem, ale cóż... Inna wizja tego jaki świat ma być też ma prawo istnieć.

piątek, 22 listopada 2013

Motorowy kurcgalopek, znaczy pędem do kin!

Chwała!
Całkiem świeżo być się mi udało w kinie na filmie sportowym. Do tego opartym na historii powszechnie w mniejszych lub większych szczegółach znanej. Żeby było mało, amerykańskiej produkcji. Czyli wiadomo czego się można spodziewać, ot telewizyjne patrzadło na łykendowe przedpołudnie. Ale żeby od razu do kina na to iść?
Jeśli ktokolwiek tak pomyślał o podmiocie tego wpisu, ten ma rację. Iść to nie, ale lecieć, gnać, pędzić jak najbardziej potrzykroć tak! Bo to Film przez duże F. Historia rywalizacji opowiedziana tak, że jej znajomość nie przeszkadza. Podobnie jak nie przeszkadza brak pojęcia o wyścigach samochodowych, naprawdę nie trzeba być ich miłośnikiem, żeby narracja chwyciła za gardło, a dwie godziny zleciały nie wiadomo kiedy. Bardzo dobry scenariusz, sztuka aktorska na równie wysokim poziomie, wizualnie uczta dla ocząt, a jako sosik ocierająca się o geniusz ścieżka dźwiękowa. Nie mam się do czego przyczepić (choć oczywiście, dla urodzonych malkontentów nie ma niemożliwego ;)).
Natomiast mam nadzieję, że Szanowni Czytelnicy mi wybaczą powyższą laurkę, ale jako miłośnik F1 (aczkolwiek z racji wieku, ta rywalizacja znana mi tylko z przekazów, ja to już czasy Mansella i Piqueta, Prosta i Senny) oraz kinowych Opowieści szedłem do przybytku X muzy z oczekiwaniami sporymi i... z duszą na ramieniu, że film im nie sprosta. A tu jest lepiej niż w najśmielszych przypuszczeniach, benzyna, adrenalina i gitary. No sami powiedzcie czego chcieć więcej? (Dobra, dobra. Wiem. Miłośnicy żużla rzekną, że jawy ;))

sobota, 20 lipca 2013

Śladami siedemnastego Tytusa, czyli uczłowieczanie przez umuzykalnianie...

Chwała!
Wypadałoby od czasu do czasu, skoro się już tego bloga założyło, to coś w nim opublikować. O informatyce mi się nie chce, na filozofię za cienki Bolek, o polityce strach (tym bardziej, że będąc zaciekłym monarcho-imperialistą od kontrowersji się nie ucieknie) a na sporcie i medycynie to jednak wypadałoby się znać zanim się coś opublikuje (szczególnie w kraju trzydziestu paru milionów trenerów i lekarzy ;)). Tak więc padło na temat o którym mi się jednocześnie nie chce pisać, na który jestem za cienki, strach pisać i kompletnie się na nim nie znam. Znaczy o muzyce.
Mianowice, ponieważ nie wiadomo kiedy minęło już ponad pół tego roku, zrobię sobie ku utrapieniu P.T. Czytelników przegląd tegorocznych płyt które miałem okazję użyć jako oprawę wysiłku umysłowego zwanego wywiązywaniem się z zobowiązań wobec pracodawcy. Znaczy pod rzucanie mięchem, rzeźbieniem w g... i próbą mniej lub bardziej udaną sklecenia systemu potiomkinowskiego. Przegląd odbędzie się chronologicznie względem debiutu krążka na rynku (a nie debiutu krążka w moich uszach). No to lecim na Szczecin.

sobota, 13 lipca 2013

Słoiki w Stolicy, znaczy Confitura usmażona...

Chwała!
W poprzedni łykend, wraz z Szacownym Towarzystwem, udało się być po raz kolejny na warszawskiej konferencji Confitura. Niestety mus mi rozczarować Czytelników czekających na literacko rozbudowaną relację, gdyż w tym roku weny na wpisy nie starcza. Projekt którym od jakiegoś czasu zarabiam na życie doczesne pochłania wszelkie siły twórcze niczym ryż w solniczce wilgoć, więc mi się szczerze mówiąc rozpisywać nie chce.
Szacowne Towarzystwo i ja (fot. J. Laskowski)