czwartek, 1 lipca 2010

Gdzie wiosna spaliną oddycha - z konferencyji impresji kilkoro

Sława!
Podróż odespana (pociąg-konferencja-pociąg), więc można wydobyć z siebie parę słów podsumowania tegorocznego wyjazdu na konferencję Javarsovia 2010, która to odbyła się w miniony łykend (tak, wiem, że już letni, ale Niemen już był, a tytuł jakąś inspirację musi posiadać).
Na konferencję rzeczoną udaliśmy się jeszcze mocniejszą ekipą Firmowo-Jugową niż rok temu, dzięki czemu odsetek Szczecinian w całości prawdopodobnie został na tym samym poziomie co poprzednio. No i tym razem udało się przede wszystkim nie mieć tak masakrycznego spóźnienia, dzięki czemu można było wziąć udział w całości.
No właśnie w całości, więc tym bardziej pewnie warto byłoby parę słów o tym jak było napisać. A z tym mogę mieć pewien problem. Otóż, jakby nie patrzeć było fajnie i wyjazd należy zaliczyć do udanych, ale z drugiej strony jakoś do większej ilości rzeczy mógłbym się przyczepić. Cóż, starokawalerstwo pewnie wychodzi bokiem i się człek marudny staje z każdą wiosną bardziej coraz. No, ale po kolei.
Najpierw parę ogólnych słów o samej konferencji jako takiej. Na pierwszy ogień plusy:
  • Sam fakt istnienia tak fajnej konferencji.
  • Klimatyzowane (?) sale, w których udało się nie zaliczyć tzw. zgonu.
  • Porządny wyszynk (Ambrozji Testera, czyli herbaty w dowolnych ilościach, i to z cytrynką! :D) i jadła wszelakiego moc (kanapeczki, ciasteczka...).
  • Darmowy obiad (jak wiadomo podstawa udanej konferencji).
  • Obfity i w miarę różnorodny program, więc każdy mógł znaleźć coś dla siebie.
  • Kubeczek dostany (co prawda nie konferencyjny, ale darowanemu koniowi. Przy okazji szczególne pozdrowienia i podziękowania dla wielce sympatycznej wolantariuszki za trud pamięci i obdarowanie zrozpaczonego tymże naczynkiem) 
  • Identyfikator z nalepką imienną umiejscowioną rękami Samego Jacka L. (Czujecie? Tymi ręcami!) - jak tu teraz się pozbyć takiej pamiątki? ;)
  • Spoina w lokalu mieszczącym wszystkich chętnych (no i tym razem kulturalnie z zaproszeniami, anie na wydrę totalną ;)) 
Żeby zaś za miło nie było trochę minusów:
  • Niezbyt szczęśliwe rozplanowanie przestrzenne konferencji. Odbywała się ona na dwóch piętrach, zgromadziła całą masę uczestników. Niestety, foyer z gastronomią i stoiskami sponsorów znajdowało się tylko na jednym z pięter. Przez co, co godzinę tłoczyć się trzeba było po schodach to w jedną to w drugą, a i przeciskanie z wrzątkiem w ręku do najwygodniejszych nie należało. Wydaje mi się, że spokojnie można było rozdzielić chociaż częściowo „atrakcje”.
  • Podobnie z obiadem, trochę brakowało miejsca, żeby spokojnie zjeść i pogadać.
  • Nie wiem, czy tylko ja miałem takiego pecha w doborze, ale... większość prezentacji była wyraźnie niedostosowana do przewidzianego na nie czasu. Więc prowadzący często pod koniec zaczynali jechać po łebkach, przeskakiwać, a niestety tak się często składa, że to co najciekawsze to na końcu. Może warto pomyśleć o wydłużeniu sesji? Likwidację pytań z sali? Albo może bardziej zwracać uwagę na proponowaną przez mówiącego koncepcję prezentacji? Nie mam za bardzo konceptu sam jakby to sprawnie rozwiązać ze strony organizatorów (bo ze strony prezentujących, coś podpowiedzieć by się dało). W każdym razie było to pewien zgrzyt, bo to jak widzi się ile prowadzący tnie w trakcie powoduje takie lekkie wrażenie zlekceważenia. Wiem, brzydka myśl ta moja jest, ale cóż, nie będę ukrywał, że się pojawiła.
Właśnie. Prezentacje. Sól każdej konferencji. W zdecydowanej większości wybór trafny i pożywki dla rafinerii oleum pod czaszki sklepieniem dostarczające. W tym roku mój wybór padł na:
  • „Jak zapobiegać biodegradacji kodu” Jakuba Nabrdalika. Pierwsza z serii inspirowanych hitem ostatnich dni, czyli „Clean Code”. Poprowadzona interesująco, z dużą dawką humoru (a przecież z siebieśmy samych się śmieli) i uwagoprzykuwająco pogadanka jak zrobić, co by po czasie się nie narobić, jak do kodu wrócić będzie potrzeba. Świetne rozgrzanie wartościową, acz nie męczącą wiedzą umysłu.
  • „Jak można zarobić na uczciwości, przejrzystości i szacunku do klienta - kontrakty agile w praktyce” Wojciecha Seligi. Na to ostrzyłem sobie zęby od początku i w generalicji nie zawiodłem się. Było ciekawie, interesująco i aż chce się parę pomysłów Szefostwu podpowiedzieć. Szkoda jedynie, że Prezentujący wyraźnie rozminął się z czasem, przez co parę intrygujących zagadnień zostało potraktowanych koniec końców po łebkach, a zdecydowanie szkoda. Ale warto było.
  • „Liftweb - simply functional webframework” Łukasza Kuczery. Niestety. Jeśli o mnie chodzi pomyłka całkowita, a z sądząc po początkowym zainteresowaniu mógł być hit. Cóż, wyszło inaczej. Trudno wskazać mi jakieś plusy. Tremę prowadzącego rozumiem i usprawiedliwiam, ale sama koncepcja prezentacji mi się nie podobała. Za dużo na wstępie o Scali jako języku, przez co właściwie Lift nie został pokazany, tekstu na slajdach często zdecydowanie za dużo, przez co czytelność spadała dramatycznie. Na koniec dobicie nie działającymi przykładami. I zostało tylko poczucie zmarnowanego czasu, zamiast zachwytu nad technologią. Pozostaje nadzieja, że Autor się nie załamie i następna prezentacja to będą himalaje konferowania. Że to jest możliwe przekonacie się dalej i tego Autorowi ze szczerego serca życzę.
  • „Software Craftsmanship - Język wzorców językiem profesjonalistów” Sławomira Sobótki. Hmmm... Dziwna prezentacja. Niby ciekawie, niby dobrze się słuchało, ale zapytajcie mnie dzisiaj o czym była... to nie mam pojęcia! I szczerze mówiąc nie wiem czyja wina. Mówiącego, czy Słuchacza. Jedyne co mi w pamięci zostało, to to, że mi się podobało. Tak więc cała nadzieja w tym, że prezentacje były nagrywane i mają być udostępnione na serwisie Parley (o ile dobrze usłyszałem).
  • „«Clean Tests» by Uncle Paul, czyli jak pisać testy, żeby dobrze Ci służyły” Pawła Lipińskiego. RE-WE-LA-CJA. Brak słów, całkowite pozytywne zaskoczenie, wbicie w fotel, a mózg zlasowany jeszcze nie doszedł do siebie. A pewnie Szanowni PT Czytelnicy dobrze pamiętają, że ubiegłoroczna prezentacja Wujka Pawła oględnie mówiąc mnie nie zachwyciła. Normalnie, cytując klasyka, no, no, nie poznaję kolegi. Treść opowiedziana wartko, z humorem, z akcentowaniem wtedy kiedy trzeba, tego co chce się powiedzieć, utrzymując skupienie widzów jednocześnie ich nie męcząc. A co najważniejsze, to co zostało zaprezentowane wciąż mnie intryguje i nie daje przestać o sobie myśleć, zmuszając do zgłębiania tajników samodzielnie. Dlaczego ja na tej prezentacji nie byłem ze dwa lata temu? Wstrzelenie się w moje potrzeby idealne. Oby tylko mi starczyło zdolności by nauka w las nie poszła...
  • „Jeden rozmiar nie dla wszystkich, czyli NoSQL w środowisku Java” Jarosława Pałki. Nie spodziewałem się wiele, bo trafiłem na nią głównie dlatego, że równolegle nie było nic co by mnie jakoś specjalnie zachęcało, a że sala wygodna i „ileż można słuchać Waldka o Oracle-u?” to zostałem, i mimo pewnych nie dociągnięć, szczególnie z dopasowaniem prezentacji do czasu, nie był to czas zmarnowany. Chociaż z planowanych baz nie relacyjnych udało się pokazać tylko jedną, to i tak posmak nowości oraz sprawne prowadzenie wystarczyło do uznania jej za pozytywny akcent na zakończenie.
Podsumowując. Wyjazd, mimo wspomnianych wpadeczek, udany i zachęcający do najazdu hord pomorskich w sezonie przyszłorocznym. I życzę wszystkim coby było nie gorzej niż teraz. 

2 komentarze:

  1. Dzięki za pierwsze słowa krytyki jakie udało mi się znaleźć po konferencji!

    Wymienione przez Ciebie problemy są prawie nierozwiązywalne (niestety) a przyczyna jest prosta - ilość chętnych na konferencję :D

    W przypadku czasu trwania wykładu to tutaj jedynie pretensje do prowadzącego, 45 minut to może wydawać się mało, ale proponuję posłuchać wykładów TED, które maksymalnie trwają 15 minut a są bardzo wartościowe ;-)

    Zapraszam za rok!

    OdpowiedzUsuń
  2. @Łukasz: Nie ma za co dziękować. Marudzę zawodowo to i prywatnie czasem mogę ;)
    Co do czasu, nie przeczę, że w 15 minut można wartościowego wiele upchać, byle się w tym kwadransie zmieścić. A jak się nie uda (czy 15, 45, 60 minut) to wina prowadzącego, że się nie zmieścił (wszak chyba wiedział ile będzie miał czasu?), ale jednak odbija się na wizerunku całości.
    A z zaproszenia mam zamiar skorzystać.

    OdpowiedzUsuń